Sesja plenerowa Moniki i Łukasza

Monika i Łukasz na początku nie wierzyli, że sesję plenerową można zrobić w promieniu kilkuset metrów od domu. Monika sama nie zdawała sobie sprawy jakie “skarby” na podwórku na którym się wychowała. Stara, drewniana stodoła, to wręcz wymarzony obiekt do fotografowania, a tuż za płotem były pozostałości starego sadu. Nie zawsze trzeba jechać na koniec świata…


fotograf ślubny Łódź

Plener ślubny nad lazurowym jeziorem

“Polskie Malediwy” czyli Osadnik Gajówka

Okazuje się, że wcale nie trzeba jechać nad Adriatyk czy na Malediwy, by zobaczyć takie widoki. Nie jest to popularne miejsce z racji tego, że woda znajdująca się w zbiorniku nie nadaje się do kąpieli. Nie jest wprawdzie skażona, ale popioły i żużle, będące odpadem z pobliskiej elektrowni, sprawiły, że stała się ona mocno zasadowa i nie żyją w niej żadne organizmy. Do tego wytrącające się z niej osady powodują, że brzeg jest niezwykle grząski i sami byliśmy świadkami jak jeden ze spacerowiczów omal nie stracił buta (uśmiech).

Mimo to niemal zawsze można spotkać tam spacerowiczów, którzy cieszą oczy niespotykanym w naszym kraju widokiem, a i fotografowie coraz częściej zaglądają tam z parami ślubnymi i modelkami.


fotograf ślubny Sochaczew

Sesja ślubna przy Dzikim Wodospadzie

Praktycznie z każdą parą z jaką współpracowałem mam jakieś wspomnienia, każda sesja wiąże się z jakąś reminiscencją. Plener Pauliny i Marcina zapamiętałem w sposób szczególny. Gdy zaproponowali, by zrobić sesję w górach od razu się zapaliłem do pomysłu. Pod koniec czerwca, a więc tuż przed sezonem wakacyjnym, zjawiliśmy się w Karpaczu i mieliśmy ambitny plan zrobienia części zdjęć u podnóża “Śnieżki”. Jakież było nasze zdziwienie gdy po wyjściu z kolejki okazało się, że… widoczność jest na kilkanaście metrów… Gęsta mgła, przenikliwe zimno, ogromna wilgotność – szybko dały nam w kość i sprawiły, zjechaliśmy na dół i szukaliśmy innych możliwości. Znaleźliśmy…


fotograf ślubny Warszawa

Historia Sylwii i Kamila - sesja plenerowa w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Z Sylwią i Kamilem na Jurę Krakowsko-Częstochowską udaliśmy się wprawdzie w grudniu, ale pogoda wydawała się być sprzyjająca, temperatura znośna, a humory dopisywały. Jednak już po wejściu na górę, która wcale nie była imponujących rozmiarów, okazało się, że wieje tak, że chce nam urwać głowy, a temperatura odczuwalna spadła poniżej zera... W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak zrobić całą sesję... w kilkadziesiąt minut. Miejsce jednak było na tyle piękne, że mimo krótkiego czasu udało się zrobić wiele pięknych zdjęć, które z pewnością będą wyjątkową pamiątką dla Sylwii i Kamila.

 


fotograf ślubny Łódź

Historia Magdy i Piotra - sesja ślubna w Brukseli

Magda i Piotr sakramentalne "TAK" powiedzieli sobie na łódzkim Radogoszczu, ale sesję plenerową wymarzyli sobie w Brukseli, z którą związali swoją zawodową karierę. A ponieważ ja nigdy wcześniej w stolicy Belgii nie byłem, pomysł bardzo mi się spodobał i szybko przeszliśmy od słów do czynów. Czasu mieliśmy sporo, więc najpierw w ramach "rozgrzewki" zrobiliśmy sesję w cywilnych strojach, a dopiero nazajutrz zrealizowaliśmy ten właściwy plener - ślubny. Pogoda była już kapryśna, ale udało nam się ubiec deszcz i chyba całkiem fajnie wyszło, a Magda i Piotr nawet jak już opuszczą Belgię, będą mieli fajną pamiątkę z tego gorącego dla nich okresu...

 


Ania & Tomek - plener w Pieninach

Sesja ślubna w Pieninach

Gdy usłyszałem, że Ania i Tomek kochają góry od razu wiedziałem, że wyjazd na sesję plenerową na południe jest świetnym pomysłem. Padło na Pieniny dlatego jako bazę wypadową wybraliśmy Szczawnicę. Na samą sesję udaliśmy się na słowacką stronę, a budziki ustawiliśmy sobie na 3:30. Okazało się, że czas był sprawą kluczową, bowiem dosłownie kilkanaście minut po skończonej sesji spadł deszcz... Mieliśmy sporo szczęścia...


fotograf ślubny Pruszków

Edyta i Patryk - sesja w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Chyba nie przesadzę jeśli napiszę, że to były najtrudniejsze warunki w jakich do tej pory fotografowałem. Intensywny deszcz, gęsta mgła i temperatura sięgająca zaledwie kilku stopni – w 99,9% takich przypadków przekładamy taką sesję na inny dzień, ale to był ta 0,1%. Postanowiliśmy z Edytą i Patrykiem zaryzykować i mam nadzieję, że się opłaciło, choć nazajutrz Edyta wspominała mi, że odczuwała małe skutki uboczne w postaci kataru.

Fatalna pogoda miała jednak także pozytywną stronę. Gdy aura sprzyja w tym miejscu wręcz roi się nie tylko od turystów, ale przede wszystkim od... fotografów z parami. Gdy robiłem krótki rekonesans w tym miejscu, kilka tygodni wcześniej, naliczyłem bodaj 7 par młodych. Tego dnia byliśmy zupełnie sami...